HOME / Blog / Artykuł 13 - czy to koniec obecnego Internetu?
Artykuł 13 - czy to koniec obecnego Internetu?

Artykuł 13 - czy to koniec obecnego Internetu?

Parlament Europejski na posiedzeniu 26 marca 2019 roku przegłosował dyrektywę o prawach autorskich, która zakłada walkę z plagiatem i piractwem internetowym. Wszystkie koncerny, które używają cudzych dzieł autorskich będą musiały uzyskać odpowiednie licencje i udostępniać zyski autorom. Poparło ją 348 posłów.

Proces legislacyjny trwał od 2016 roku. Pierwsza wersja dyrektywy weszła w życie we wrześniu 2018 roku. Politycy z państw Unii Europejskiej ustalali wiele zapisów dyrektywy, jednak nie doszli do porozumienia w sprawie artykułów 11, 13 i 14. Trwały zacięte dyskusje na forum Rady przez długi czas. Dalszy rozwój dyrektywy hamowały kraje, które sprzeciwiały się zmianom, czyli m.in. Polska, Niemcy, Finlandia czy Włochy.

Cele dyrektywy i artykułów

Dyrektywa o prawach autorskich zakłada zmiany reguł publikowania i monitorowania treści w Internecie. Ma na celu uzyskania przez właścicieli praw autorskich lepszych warunków za korzystanie z ich dzieł. Muzycy i twórcy powinni dostać odpowiednie wynagrodzenie. Ma to skłonić ludzi do zaprzestania plagiatu internetowego.

Najwięcej kontrowersji budzą artykuły 11 i 13. dyrektywy.

Artykuł 13. wprowadza konieczność filtrowania treści pod katem praw autorskich, a artykuł 11. nawiązuje do obowiązku płacenia wydawcom za treści udostępniane przez portale internetowe.

Według zasad artykułu 13. przepisami nie będą objęte:

  • encyklopedie internetowe, np. Wikipedia
  • archiwa edukacyjne i naukowe
  • platformy pasywne (np. chmury)
  • platformy w ramach otwartego dostępu
  • platformy sprzedażowe
  • wszystkie platformy, których celem nie jest dostęp do treści objętych prawem autorskim.

Regulacjami nie będą objęte też prawe internautów, takie jak memy czy gify.

Wpływ dyrektywy w Internecie

rząd wobec acta w Internecie

Oczywistym jest, że największy wpływ dyrektywa będzie miała na takich gigantów, jak Google, YouTube czy Facebook, które czerpią duże korzyści z korzystania z treści tworzonych i udostępnianych za darmo. W związku z artykułem 13 portale będą musiały monitorować działania użytkowników i pilnować, by nie zostały łamane prawa autorskie. Jeśli nie dopilnują tego, będą odpowiadać za naruszenia, co oznacza zapewne usuwanie nawet niepewnych treści. Parlament Europejski zaznaczył jednak, że nowe zasady nie wpłyną na wolność słowa w Internecie.

Początkiem zmian są widoczne działania YouTube, który usunął wideo z protestu młodych przeciw zmianie klimatu z powodu muzyki w tle dobiegającej z jednej z kawiarni. Algorytm nie jest w stanie zróżnicować takich sytuacji od plagiatu twórczości. Działa automatycznie, nie rozważa kontekstów ani intencji. Póki algorytmy nie staną się superinteligentnymi robotami mogącymi odróżnić cytat od kopii, nasze prawo działania w Internecie zostanie jednak mocno ograniczone. Zmniejszy się dostęp do twórczości nielicencjonowanej oraz kultury remiksu.

Kraje Europejskie będą miały dwa lata na wdrożenie jej do swoich systemów, czyli każde państwo będzie to robić na swój sposób. Oznaczać to może 28 różnych rozwiązań w tym kierunku, co będzie problemem w Internetowych kwestiach spornych między krajami.

Europosłowie partii PiS byli sceptycznie nastawieni do dyrektywy i nie poparli dyrektywy. Europosłowie PO natomiast w większości zagłosowali za wejściem ustawy w życie. Oto wypowiedź jednego z europosłów PiS Kosmy Złotowskiego:

Największy problem z dyrektywą polega na tym, że jej interpretacja będzie ważniejsza niż sama treść. Największe zagrożenie kryje się w niejasnych terminach, niejasnych definicjach. Wprowadzenie praw pokrewnych dla wydawców prasowych będzie oznaczać poważne ograniczenie debaty publicznej. Na rynku zostaną tylko najwięksi wydawcy, którzy już dziś mają ogromny wpływ na kształtowanie opinii publicznej. To oni podzielą się zyskami z podatku od linków i stworzą monopol informacyjny, którego nie będą mogły już przełamać mniejsze portale lub blogerzy. Dlatego apeluję o odrzucenie tej dyrektywy.

stop acta z Wiednia

Co na to ludzie?

stop acta

Z zadowoleniem wynik głosowania przyjęli wydawcy prasy i organizacje zrzeszające twórców. Inne zdanie mają jednak organizacje broniące wolności sieci i tysiące indywidualnych internautów, którzy uważają, że dyrektywa ogranicza wolność słowa i treści nie będą prawidłowo filtrowane.

Mówi się, że to koniec Internetu, jaki znamy. Mają przetrwać media profesjonalne, tworzące własne treści zamiast przypadkowych informacji na Facebooku. Należy zastanowić się, jak bez masowego sprzeciwu i nadmiernych szkód, takich jak cenzura Internetu, wprowadzić główne przesłania tej dyrektywy.


<< POWRÓT

Na naszym blogu

Poczytaj więcej